O wewnętrznym krytyku (Ewa Foley)

O wewnętrznym krytyku (Ewa Foley)

Jedna z moich podosobowości, głos, który nazywam wewnętrznym krytykiem, uaktywnił się i rozgadał jak oszalały, gdy tylko postanowiłam podzielić się odkryciami i przemyśleniami na jego temat w mojej książce. Natychmiast przystąpił do ataku: A co ty możesz na ten temat wiedzieć? Mówił jak nakręcony i długimi wywodami w mojej głowie udowadniał mi niekompetencję. Co daje ci prawo pisania o mnie?! Co ty na ten temat wiesz? Czy w ogóle na jakikolwiek temat…! Jesteś za głupia !! Na niczym się nie znasz! – krzyczał. Daj sobie spokój… po co ludzie mają wiedzieć o moim istnieniu, to nie jest w końcu takie ważne; jest tyle innych form pracy nad sobą… – szeptał obłudnie. Udało mu się – unieruchomił mnie na dłuższy czas. Ugrzęzłam i nie byłam w stanie zabrać się do pisania tego rozdziału.

Dziś jestem mu za to wdzięczna, bo dzięki temu zobaczyłam wyraźnie jego nieprawdopodobną sprawność i skuteczność. Obserwowałam tę „energię” w moim wnętrzu bardzo uważnie i postanowiłam po raz kolejny zaprzyjaźnić się z nią. Doszłam do wniosku, że nie mam żadnych szans w tej nierównej walce – w końcu mój wewnętrzny krytyk wygrywał ze mną od 48 lat i dalsza walka na pewno nic nie zmieni. No i pewnego majowego dnia on (bo to męski głos w mojej głowie) robił to, co zawsze robi, czyli krytykował mnie bezlitośnie, a ja mu po prostu podziękowałam za nadzór „kontroli jakości”, usiadłam do mojego laptopa i zaczęłam pisać.

Wierzę, że to właśnie wewnętrzny krytyk sieje największe spustoszenie w naszej psychice i jest szczególnie odpowiedzialny za ludzkie nieszczęścia, ból i cierpienie. Najbardziej paraliżuje nas jego głos. To on sprawdza nasze myśli, kontroluje zachowania i powstrzymuje od twórczego działania. Myśli, że chroni nas przed zranieniem, porzuceniem, odrzuceniem. Ale tak naprawdę to ten właśnie krytyczny głos wewnętrzny jest przyczyną toksycznego wstydu, niepokoju, depresji, wyczerpania i niskiego poczucia własnej wartości. Jego działania sabotują nasze intymne związki i przyczyniają się do nadużywania alkoholu i narkotyków. To on każde nam się skupiać na swoich niedociągnięciach i porażkach. Powoduje, że wstydzimy się tego, kim jesteśmy. Przez wiele lat żyłam pod presją niewytłumaczalnego wstydu i nieracjonalnego lęku, że „się wyda!” Co? Jak to co? To, jaka naprawdę jestem! Że wyda się moja niepewność, niespójność, niewiarygodność… wszystko to, co ciągle udowadniał mi wewnętrzny krytyk!

Wierzę, że temat ten dotyczy nas wszystkich. Gdy zastanawiam się nad jego wpływem na współczesny świat, na sytuację ekonomiczną, to zdaję sobie sprawę, że istnienie tego systemu jest zależne od wewnętrznego krytyka. Wiele wskazuje to, że potrzebujemy silnego i zdrowego krytyka, aby wszystko mogło trzymać się kupy! Co by się stało, gdyby w jakiś sposób udało nam się uciszyć ten głos, zapanować nad nim? Przede wszystkim oznaczałoby to upadek sektora wydawniczego, bo już niepotrzebne byłyby te wszystkie książki na temat samodoskonalenia, podnoszenia poczucia własnej wartości, budowania pewności siebie.

A co z psychoterapeutami? Gdyby wszyscy ludzie czuli się ze sobą tak dobrze, że nic nie chcieliby u siebie poprawiać, odkrywać, uzdrawiać, rozwiązywać, uwalniać – co wtedy? Nie byłoby dla nich pracy. A chirurdzy plastyczni? Pewnie 99 procent z nich przeszłoby na bezrobocie, bo ludzie nie mieliby potrzeby „poprawiania” swoich nosów, ud, pośladków, piersi… Po prostu kochaliby te wszystkie skórki pomarańczowe, piegi, kurze łapki. A co z przemysłem farmaceutycznym i środkami uspokajającymi? Jest oczywiście wiele powodów, dlaczego ludzie biorą leki. Wierzę, że ciągłe ataki wewnętrznego krytyka na pewno są jednym z nich. W końcu trzeba je jakoś złagodzić… Ciągle słyszę od ludzi, że muszą się zrelaksować i odpocząć. Od czego? Od ciągłego ataku wewnętrznego krytyka, ulokowanego w ich głowach.

Jest on też dobrym powodem do zapalenia papierosa, wypicia drinka, zjedzenia ciastka czy czekolady… No tak – alkohol. Co by się stało z przemysłem monopolowym, gdyby ludzie nie potrzebowali alkoholu do tłumienia negatywnego dialogu toczącego się w ich głowach? A kosmetyki i cały przemysł kosmetyczny? Co by się z nim stało, gdy budząc się rano, patrząc w lustro nie słyszałybyśmy nagle głosu, mówiącego, co trzeba poprawić, udoskonalić, wygładzić za pomocą najnowszej generacji kremu odstresowującego skórę…

Bardzo dużo się nauczyłam w czasie pisania tego tekstu, przeczytałam wiele książek, wykonałam ogromną pracę wewnętrzną. Moim głównym nauczycielem był mój własny krytyk, ale miałam też innych doskonałych przewodników w tej podróży Mam na myśli amerykańskie małżeństwo psychologów dra Hala Stone’a i dr Sidrę Winkelman-Stone, autorów nowoczesnej metody terapeutycznej Voice Dialogue oraz książki pt. Embracing Your Inner Critic: Turning Self-Criticism into a Creative Asset (Obejmując Twojego Wewnętrznego Krytyka: jak zamienić samokrytycyzm w twórczy zasób). W książce tej znalazłam doskonałe sugestie pracy z energią krytyka.

Stone’owie twierdzą, że najważniejszą rzeczą jest wzięcie pod opiekę swojego wewnętrznego dziecka, zadbanie, troska o nie. W rozdziale o wewnętrznym dziecku piszę, jak to zrobić. Jeżeli już to uczynimy, będzie nam dużo łatwiej pracować z wewnętrznym krytykiem, gdyż jego głównym zadaniem jest właśnie ochrona dziecka. Krytykując nas jako pierwszy myśli, że chroni nasze dziecko przed krytyką innych. A tak naprawdę to tym ciągłym krytycyzmem zatruwa nam życie, umysł i serce, niszczy nasze związki. Dlatego uważam, że zrozumienie tej energii jest bardzo ważne.

Warto wiedzieć

–  Kim naprawdę jest WK, skąd się wziął, jak rozpoznać jego głos?

–  Jak ty rozmawiasz ze swoim WK, jak on funkcjonuje, jak sabotuje nasze związki z innymi?

–  Jak radzić sobie w czasie ataków WK?

–  Jak zrozumieć istotę niepokojów WK?

–  Jak nad nim zapanować?

–  Jak stać się dla niego uważnym rodzicem, bo tylko wtedy on może stać się naszym sprzymierzeńcem?

–  Jak przetransformować tę energię z wrogiej i niszczącej na wspierający nas, twórczy zasób?

Pierwszy raz spotkałam się „twarzą w twarz” z tą energią kilka lat temu w czasie sesji terapeutycznej prowadzonej przez dr Joy Manne, nauczycielkę Dialogu z Głosem. Sesja ta zrobiła na mnie ogromne wrażenie. Nagle przemówił zimny, suchy głos podporządkowany jednej jedynej czynności: krytykowaniu. Mnie i innych. Jasne się stało dla mnie, że nic innego oprócz krytykowania nie potrafi. To jego jedyna umiejętność. A ja tak długo traktowałam ten wewnętrzny głos poważnie. Tak na serio. Niszczył mnie i moje życie. Często wręcz chciał mnie zabić ciągłym, nieustającym, często niedorzecznym krytycyzmem. Prawie mu się to udało… Przez lata zabierał mi nadzieję, entuzjazm, energię życiową… Podważał moje poczucie własnej wartości, niszczył związki partnerskie. Prowadził ze mną niekończącą się wojnę. Zrozumiałam wtedy, że moją jedyną szansą jest nie grać w jego grę!! I potraktować go bardzo poważnie… Wielomiesięczna praca z nim pomogła mi zrozumieć, o co mu tak naprawdę chodzi i jak uczynić sprzymierzeńca z tego obezwładniającego wroga.

Jak funkcjonuje wewnętrzny krytyk?

Podobnie jak radio. Łatwo przyzwyczaić się do grającego w tle radia w czasie jazdy samochodem albo krzątania się po domu. Po prostu przestajemy je słyszeć. Albo jak kaseta magnetofonowa nagrana dawno temu, we wczesnym dzieciństwie i zostawiona na autorewersie. Nikt już tego nie zauważa, lecz ona ciągle gra. Nie ma kto jej wyłączyć. I ciągle płyną ulubione stwierdzenia krytyka, takie jak Twój problem to… Jesteś brzydka. Nic ci nie pomoże. Nie zasługujesz na miłość. Tak naprawdę nikt cię nie lubi. Jesteś takim egoistą. Jesteś niedobra. Coś jest z tobą nie w porządku. Jesteś nie taka jak trzeba. Jesteś za gruby. Jesteś tłusta.  Jesteś za niski. Jesteś za wysoka. Starzejesz się. Źle się ubierasz. Śmiesznie w tym wyglądasz. Na niczym się nie znasz. Masz zero talentu. Jesteś nudziarzem. Nie powinieneś był tego mówić. Powinnaś zrobić sobie plastykę nosa, no i tych powiek. Udało ci się ich oszukać, uwierzyli, że jesteś mądra – ale poczekaj, i tak się wyda. Jesteś fałszywy, ciągle udajesz kogoś, kim nie jesteś.

Hal i Sidra Stone nazywają wewnętrznego krytyka supergwiazdą naszej wewnętrznej rodziny. Twierdzą, że dobrze jest zapoznać się ze wszystkimi głosami w swoim wnętrzu, ale żaden

z nich nie ma takiego wpływu na nasze życie i związki jak właśnie krytyk. Powiadają też, że ten aspekt nas zdolny jest do całkowitego zatrzymania procesu rozwoju osobistego i świadomości.

Jak on to robi?

Przykład z mojego życia: wiele lat temu, kiedy nie miałam żadnego pojęcia o energiach w swoim wnętrzu, przechodziłam bardzo trudny okres w życiu osobistym. Którejś nocy nie mogłam spać, wstałam, poszłam do lodówki i zjadłam dwie kanapki z masłem orzechowym… Coś w mojej głowie – dzisiaj wiem, że to głos WK – zaczęło mówić, że to na pewno bulimia, że jak mogę być doradcą dla osób z zaburzeniami żywienia, kiedy sama mam symptomy bulimii i ewidentnie jestem zaburzona. Jednym słowem, popełniłam właśnie przestępstwo najwyższej klasy! Czułam się tak okropnie, że natychmiast musiałam zjeść dwie następne kanapki z nutellą i zagryźć kilogramem lodów. Czułam się winna i ciężka.

Nie byłam w stanie zatrzymać w moim wnętrzu gadaniny głosu, który krytykował mnie tak bezwzględnie, że nie mogłam zrobić nic innego, tylko ponownie podejść do lodówki. I tak było całą noc. Tak właśnie działa WK! Używa on mocnych terapeutycznych modnych słów: symptom, zespół, syndrom. Diagnozuje natychmiast i ocenia, wytaczając ciężką artylerię. Nie daje nam szansy na spokojne zastanowienie się nad swoim życiem, wyciągnięcie wniosków i dokonanie pozytywnych zmian.

Stone’owie po raz pierwszy zidentyfikowali głos wewnętrznego krytyka w czasie sesji Voice Dialogue wiele lat temu. Ujawnił się jako jedna z podosobowości. Przedstawił się jako krytyk. Od tej pory zaczęli rozmawiać z własnymi i swoich klientów krytykami, potem przez wiele miesięcy przesłuchiwali nagrania z tych sesji. Doszli do wniosku, że WK przez cały czas mówi w głowach wszystkich ludzi. Dr Hal Stone w swojej książce opowiada, jak był zaskoczony odkryciem tego zimnego, ciętego, atakującego, osądzającego, nienawidzącego go głosu w swoim wnętrzu, który, go stale krytykował, a on – mimo kilkudziesięciu lat pracy nad sobą, długoterminowej psychoterapii i psychoanalizy – nigdy nie obejmował świadomością jego istnienia! Dr Stone twierdzi, że większość osób, z którymi kiedykolwiek pracował jako terapeuta, nie zdawała sobie sprawy z istnienia tego głosu. A nieliczni, którzy to sobie uświadomili, i tak nic nie mogli z nim zrobić, byli wobec niego bezradni.

Zdecydowanie miało to miejsce w moim przypadku – byłam zdumiona istnieniem tego zimnego głosu. Do dnia mojego pierwszego dialogu z wewnętrznym krytykiem uważałam, że jestem kobietą pewną siebie, o wysokiej samoocenie, która odniosła wiele sukcesów w różnych dziedzinach życia. Byłam zaskoczona, co ten głos do mnie i o mnie mówił. Zdałam sobie sprawę, że dopadające mnie często poczucie wewnętrznego paraliżu i niepewności było spowodowane tym ciągłym krytycyzmem. Doprowadziło to do mojej choroby wrzodowej. To trochę tak jak byśmy szli pod górę z workiem cementu na plecach. Tak się do tego przyzwyczailiśmy, że nie mamy pojęcia o jego istnieniu, aż ktoś do nas podejdzie i zapyta: Po co dźwigasz ten worek cementu na plecach? Co? Ja? Jaki worek!?

Wewnętrzny krytyk rodzi się w nas, kiedy jesteśmy bardzo mali i wrażliwi na ocenę innych. Krytyk pojawia się już w drugim roku życia, by chronić nas przed tymi osądami. Jest przekonany, że jeżeli on pierwszy nas skrytykuje, wtedy poprawimy się, będziemy robić wszystko jak należy i już nikt inny nie będzie musiał nas krytykować! Jest on bardzo związany z podosobowością, zwaną obrońcą/kontrolerem, która decyduje, jacy powinniśmy być. Krytyk z czasem przejmuje tę rolę. Niestety u większości z nas rozrasta się on do monstrualnych rozmiarów: Jest genialny, nieprawdopodobnie inteligentny i ma ogromną intuicję. Używa tej błyskotliwej inteligencji do wykazania, co jest z nami nie w porządku, intuicji zaś, aby dotknąć naszych najciemniejszych sekretów i bez skrupułów wyciągnąć je na światło dzienne. Zna nasze najsłabsze punkty, uderza w najczulsze miejsca.

Państwo Stone odważnie i zdecydowanie twierdzą, że wystarczyłoby, gdyby ludzie w swoim procesie rozwoju osobistego nie zrobili nic więcej, tylko rozpoznali swojego wewnętrznego krytyka i odseparowali się od niego. Nie musieliby i już brać udziału w żadnym seminarium dotyczącym rozwoju osobowości ani poddawać się psychoterapii. Po prostu byliby szczęśliwi i zdrowi, żyjąc pełnią życia. Uważają też, że dosyć trudno jest mówić o krytyku bez wzięcia pod uwagę innych podosobowości, które z nim współpracują: kontrolera, który ustanawia zasady gry, racjonalnego obserwatora, perfekcjonisty, popychacza, sędziego. Często słyszałam w sesjach Dialogu z Głosem, jak krytyk mówi: jeżeli ja ją skrytykuję pierwszy, to krytyka innych jej tak nie zrani. Zrozumiałam wtedy, że krytyk naprawdę się o nas martwi i chce nas chronić. Trochę tak jak rodzic, który pragnie, abyśmy dobrze się zachowywali, bo wtedy nic nam nie zagrozi. Często nurtuje go głęboki niepokój. W cieniu krytyka kryje się nasze bezbronne i przerażone dziecko. Krytyk doskonale wie o jego istnieniu i aby zapewnić dziecku bezpieczeństwo, stanowczo domaga się od nas „właściwych” zachowań.

Innym zdumiewającym aspektem krytyka jest to, że jego głos brzmi zawsze jak największego autorytetu, który dokładnie wie, co jest z nami nie w porządku. Krytyk wie wszystko o wszystkim: jest ekspertem każdego aspektu świadomości i nurtów filozoficznych, jest ekspertem w utrzymaniu domu, wychowywaniu dzieci, fizycznego piękna, analizy snów, wie najlepiej, jak należy medytować, jak czytać książki, jak pisać artykuły, jak ćwiczyć jogę, jak pracować. Gdy przemawia przez ciebie twój krytyk, a ty o tym nie wiesz – bardzo trudno jest utrzymać dobre samopoczucie, bo przecież on wie, jak należy myśleć, czuć i funkcjonować w świecie. Inaczej niż ty to robisz teraz!

Ataki krytyka

Czasami krytyk przystępuje do ataku. Trzeba zrozumieć, że współpracuje on z osądami innych. Jeżeli mamy silnego wewnętrznego krytyka, istnieje duże prawdopodobieństwo, że będziemy przyciągali do siebie ludzi z silną potrzebą osądzania, czyli z silnym wewnętrznym sędzią. Innymi słowy, nasz krytyk wręcz prowokuje innych do osądzania. Dr Stone często żartuje, że gdyby silny krytyk spotkał się ze świeżo narodzonym niewinnym króliczkiem, to już po 5 minutach ten króliczek zamieniłby się w pełni dojrzałego sędziego. Działa to tak: jeżeli jesteśmy na łasce wszechobecnego, wszystkowiedzącego głosu, który ciągle ocenia, co robimy i co czujemy – to wtedy zaczynamy na zewnątrz szukać potwierdzenia, że jesteśmy ok. Jeżeli ktoś wyrazi opinię na nasz temat, to krytyk sprytnie podkreśli wszystko, co może brzmieć lekko negatywnie i powiększy to do gigantycznych rozmiarów. Pamiętam sytuację, kiedy jako młoda żona ugotowałam nową potrawę, a mój mąż zapytał: Gdzie znalazłaś na to przepis? Było to zupełnie niewinne pytanie, ale ja oczywiście wiedziałam, co on chciał przez to powiedzieć: że nie umiem gotować, że mu nie smakuje, no i oczywiście, że jestem w związku z tym do niczego.

Inna ciekawa zasada: jeżeli przebywamy z osobą, która ma silnego wewnętrznego sędziego, to krytyk ma szansę odpocząć. Pamiętam słowa krytyka dopiero co rozwiedzionej kobiety: Przez 15 lat była żoną faceta, który ją osądzał, więc on za mnie robił moją pracę. Teraz go nie ma, więc ja muszę się wziąć do roboty.

Inny przykład. Mąż pyta żonę po przyjściu z pracy: Kochanie, czy zaniosłaś moje koszule do prania?, patrząc na przygotowaną paczkę. Jeżeli żona ma słabego WK, to po prostu odpowie: Nie udało mi się dzisiaj. Zrobię to jutro. Jeżeli jej krytyk jest silny, to ona usłyszy w jego głosie osąd: Znowu tego nie zrobiłaś! Wiesz, jak bardzo mu na tym zależało. Chciał, żebyś to zrobiła dzisiaj. W ten sposób dochodzi do konfliktów.

Krytyk przystępuje ostro do działania, kiedy ujawniają się wyparte energie. Kiedyś na przyjęciu moja wyparta kobiecość namówiła mnie do rozpięcia jeszcze jednego guzika bluzki. Krytyk od razu na to zareagował: Wszyscy to widzieli, zachowałaś się niewłaściwie, zrobiłaś z siebie idiotkę, powinnaś się wstydzić takiego zachowania!!! Tak bardzo chce on nas ochronić przed wstydem i ośmieszeniem. Trzeba zrozumieć, że gdy zachowujemy się w nieodpowiedni sposób – ryzykując osąd i negatywną ocenę innych – to nasze wewnętrzne dziecko czuje się niepewnie, obawia się osądu. Wtedy krytyk swoim atakiem chce skorygować nasze zachowanie – chce ochronić dziecko.

Jak zaczynają się ataki krytyka?

Pewne okoliczności powodują ujawnienie się krytyka – kiedy jesteśmy zestresowani i przemęczeni. Jesteśmy też bardziej podatni na jego ataki, gdy jesteśmy głodni i osłabieni. On nienawidzi słabości. Albo kiedy jesteśmy w nowych miejscach czy w długiej męczącej podróży, kiedy czujemy się niepewnie na nowym gruncie – i możemy zrobić coś nieodpowiedniego. Krytyk nigdy nam tego nie daruje. Na przykład młoda mama, która właśnie urodziła dziecko, czuje się niepewnie. Jej krytyk oczywiście wie dokładnie – a przynajmniej daje młodej mamie wyraźnie do zrozumienia, że wie jak wychowywać dziecko i co robić z noworodkiem. Na początek wymieni, co robione jest źle. Może nie wiedzieć, jak to zrobić dobrze, ale ona to wszystko robi nie tak. Źle trzymałaś dziecko, woda do kąpieli była za zimna, za późno mu dałaś jeść, za długo trzymałaś przy piersi itp. Krytyk zawsze sugeruje, że jest jakiś WŁAŚCIWY sposób, a my robimy to niewłaściwie!

Krytyka bardzo obchodzi, co myślą o nas inni ludzie, jak nas oceniają i odbierają. Mówi nam coś takiego: ja z tobą zrobię porządek. Upewnię się, żeby oni nie myśleli o tobie niczego złego, a zaraz potem doda. Bez względu na to, co i jak zrobisz, to i tak nie będzie to wystarczająco dobre. Uświadomienie sobie strategii krytyka jest wielkim krokiem w stronę przerwania tego szalonego tańca. Bo oczywiście można iść posłusznie za każdą jego radą, robić wszystko to, co on każe, można poświęcić całe swoje życie niewolniczo: zmienić swoją psychikę, wykonać operacje plastyczne, zmienić kolor włosów, rozciągnąć się, żeby być wyższym, skrócić swoje nogi, żeby nie być tak wysoką, odmłodzić się o 100 lat, powiększyć piersi, przemodelować nos, zmienić osobowość. I gdy to wszystko już będzie zrobione, krytyk spokojnie powie: Ale jesteś głupia, że mnie słuchałaś. Po co to wszystko zrobiłaś? Przecież tak naprawdę liczy się naturalność, powinnaś zostać taka jaka byłaś – zobacz, co z siebie zrobiłaś!! I tu nastąpi pełen zwrot i będziemy krytykowani dokładnie za przeciwieństwo tego, co poprzednio!!! Pamiętajmy, że jedyną, absolutnie jedyną możliwością wygrania gry, jaką prowadzi krytyk, to niebranie w niej udziału!

Krytyk atakuje też w sytuacjach, kiedy patrzą na nas ludzie, kiedy jesteśmy w centrum uwagi: w czasie wykładu, wystąpienia publicznego, prowadzenia seminarium. Może nas zupełnie sparaliżować! Zdarzyło mi się to kilka razy. Uaktywnia się też zawsze, kiedy na kimś nam zależy – wyraża opinię na nasz temat. Jeżeli nauczyciel nas ocenia – a cały system edukacji oparty jest na wystawianiu ocen – krytyk upewni się, żeby wyłapać jakiś szczegół, np. To ostatnie zdanie nie było najlepsze. No i się zaczyna: Tak naprawdę całe to wypracowanie jest do kitu, a pamiętasz, jak w zeszłym roku na matematyce nie znałeś odpowiedzi na jedno pytanie… itd.

Krytyk atakuje też w trudnych sytuacjach życiowych. Pamiętajmy, że rusza do ataku, by bronić nasze wewnętrzne dziecko! Ilekroć bezbronne dziecko jest przerażone czy zaniepokojone – może to być utrata pracy, złe stopnie w szkole czy odejście partnera – krytyk zaczyna automatycznie wypominać, co zrobiliśmy nie tak I CO JEST Z NAMI NIE W PORZĄDKU, co trzeba poprawić. Stale domaga się podnoszenia jakości. Pamiętajmy, że przyczyną jego działań jest panika opuszczonego, bezbronnego, odrzuconego, zalęknionego wewnętrznego dziecka. Tylko ten aspekt nas może doświadczać takiego pierwotnego poczucia porzucenia. Krytyk w ten specyficzny sposób reaguje na ów stan dziecka, chce mu pomóc, desperacko usiłując nas poprawić. Ale – paradoksalnie – powoduje, że czujemy się coraz gorzej.

Ulubione słowa wewnętrznego krytyka

Jednym z najbardziej ulubionych słów krytyka jest: BŁĄD. Z jego punktu widzenia ciągle popełniamy błędy. Krytyk nie rozumie procesu życia: że po akcji następuje reakcja. Twierdzi, że każdy błąd jest BŁĘDEM OSTATECZNYM i nienaprawialnym. Ulubiony czas krytyka to między 2 a 4 rano; jak komputer pamięta wszystko, co się wydarzyło w ciągu dnia, wszystko, co zostało powiedziane, a ta okazja, którą straciłaś, a twoje bezsensowne zachowanie, a te nieprzemyślane słowa… Umie odtworzyć cały dzień jak na filmie, wskazując na wszystko, co było według niego nie tak. A interpretacje krytyka dotyczące snów! Wszystkie rozpoczynają się tak samo: to był zły sen, na pewno zapowiada jakieś nieszczęście. W świecie krytyka wszystko jest albo dobre albo złe i koniecznie chce nas o tym przekonać. Wciąga nas w swój świat błędów i oczekiwań, w świat dualizmu. A jak mu się zdarzy pochwalić sen, to zaraz doda: A czy słyszałaś, jaki Kowalska miała wczoraj sen? To był dużo ciekawszy, głębszy sen od twojego!

Innym ulubionym słowem krytyka jest: SYMPTOM. Nasze najdrobniejsze porażki określi jako symptom, jako patologię. Następne to: PORAŻKA. Ponosisz porażkę, kiedy odejdzie od ciebie partner, kiedy twoje dziecko ma za niskie oceny w szkole, kiedy stracisz pracę, kiedy nie zdasz egzaminu. Przy pomocy tych trzech słów: błąd, symptom, porażka, można bardzo skutecznie kontrolować życie innych ludzi, tak jak krytyk kontroluje nas.

Krytyk zawsze zwraca uwagę na to, co jest z nami nie w po-rządku. Ale to nie wszystko. Ma jeszcze inne ulubione zajęcie: uwielbia porównywać! Zobacz, jaka ona szczupła, kiedy ty taka będziesz? A ten wykład, jaki wspaniały! Ty nigdy nie będziesz umiał tak do ludzi mówić! Ona jest dużo ładniejsza od ciebie. On osiągnął większy sukces, jeździ lepszym samochodem, więcej zarabia, jest skuteczniejszym terapeutą.

Krytyk zna się doskonale na anatomii. Szczególnym miejscem jego popisów jest siłownia: Popatrz tylko na jego bicepsy – ty nigdy takich nie będziesz miał; ona jakie ma jędrne pośladki, nigdy nie uda ci się poprawić swoich. Porównania krytyka mogą dotyczyć wszystkiego: Ona jest taką ciepłą, wyrozumiałą i mądrą matką, a ty nie potrafisz nawet rozmawiać ze swoim synem; jesteś taką egoistką, zobacz, jak ona dba o swoją rodzinę, jak ona elegancko się ubiera – a ty? Popatrz tylko na siebie!

Warto też pamiętać, ze krytyk czyta z nami wszystkie książki i czasopisma, chodzi z nami na wykłady i seminaria, słucha z nami każdej kasety relaksacyjnej i motywacyjnej. Jest więc oczywiście specjalistą od rozwoju osobistego. Po przeczytaniu tego rozdziału stanie się też ekspertem w zakresie wewnętrznego krytyka. Powie ci, że twój krytyk od lat kieruje twoim życiem, że jesteś w związku z tym beznadziejny, bo nie powinieneś był być zdany na jego łaskę tak długo; powie ci, że jesteś głupia, że i do tej pory o tym nie wiedziałaś, przecież powinnaś wiedzieć o wszystkim, albo że ta teoria to kolejna bezsensowna amerykańska bzdura!! Pamiętaj, że ten głos z założenia krytykuje każdy nasz aspekt: fizyczny, emocjonalny, intelektualny, duchowy. Nawet holistyczny – przecież ma szerokie zainteresowania holistyczne. Po prostu wic wszystko o wszystkim!

Mam nadzieję, że pomogłam wam zdobyć pewien dystans do swojego wewnętrznego krytyka. Nie mam też cienia wątpliwości, że aby uwolnić się od tego terrorysty w swoim wnętrzu, potrzebujemy dużej dawki poczucia humoru.

Nie bierz tego głosu od dzisiaj zbyt poważnie!

Z uśmiechem

Ewa Foley

photo

Posted in Eseje Ewy Foley.