Ruszyła w moją stronę grupa zapłakanych kobiet. Rzuciły się na mnie z kondolencjami, przytulały się do mnie, ściskały. Zaczęłam im podawać chusteczki, pocieszać je. A przecież to ja potrzebowałam pomocy. To moje dziecko umarło. Ich dzieci żyły dalej. Poprosiłam, żeby zostawiły mnie w spokoju. Obraziły się. My, matki dzieci, które odeszły, prosimy was o odrobinę miłosierdzia – mówi Ewa Foley.

